W opozycji do poprzednich wędrówek, tym razem wybraliśmy zupełnie inną trasę. Szum fal zamieniliśmy na szmer zielonego listowia, zaś morską bryzę zastąpił nam eteryczny zapach świerkowej żywicy.
Nie musieliśmy szukać daleko, aby przeżyć fascynującą leśną przygodę. Jako mieszkańcy koszalińskiego grodu, zwróciliśmy uwagę na piesze szlaki turystyczne biegnące wokół masywu Góry Chełmskiej. Nie mając zbyt wiele czasu, wybraliśmy najkrótszy - żółty szlak "Pętla tatrzańska".
 |
| Schemat szlaku |
Jeszcze przed rozpoczęciem marszu, zmuszeni byliśmy do rozgrzania organizmów około półtorakilometrową wędrówką. Wzdłuż szlaku niebieskiego udaliśmy się w kierunku ulicy Gdańskiej, gdzie ma swój początek szlak żółty. Zrobiliśmy to z powodów logistycznych - samochód pozostawiliśmy na parkingu przed Sanktuarium, gdzie kończy bieg wybrany przez nas szlak. Dzięki temu - po zakończeniu marszu mogliśmy wsiąść do samochodu i wrócić prosto do domu.
 |
| Początek szlaków - niebieskiego i żółtego |
Jest 25 sierpnia 2013 roku, godzina 14.05. Ruszyliśmy żwawo na szlak. Po kilkudziesięciu metrach wędrówki przez część lasu serwującą nam parkowy, trochę mroczny klimat (stare, pokaźne buki istotnie utrudniały przenikanie słonecznych promieni do poziomu runa leśnego), skręciliśmy w lewo. Rozpoczęliśmy pierwsze łagodne podejście. Później drugie, trzecie i kolejne... Ja targałem ze sobą plecak - głównie z zapasami wody. Trzeba wykorzystać każdą okazję do oswajania się z bagażem - podczas przyszłorocznego marszu na pewno się to przyda.
 |
| Wspinaczkowa sinusoida |
Pierwszy odcinek szlaku pokonaliśmy z wielką przyjemnością. Było ciepło, ale nie upalnie. Wzniesienia były niewielkie, wspinały się i opadały łagodnie, dzięki czemu nie byliśmy zmuszani do wielkiego wysiłku. W zasadzie poruszaliśmy się w jednostajnym, rytmicznym tempie. Wcześniej czytaliśmy nieco o "Pętli tatrzańskiej". Szlak ten został zakwalifikowany jako "trudny". Do tego momentu, klasyfikacja ta wydawała nam się co najmniej przesadzona.
Dużym zaskoczeniem dla nas był widok rzeszy spacerowiczów. Nie przypuszczałem, że tak daleko od centrum miasta i relatywnie głęboko w lesie, można spotkać tylu piechurów. Nie byli to bynajmniej wyczynowcy... Raczej całe, wielopokoleniowe rodziny, zażywające niedzielnego wypoczynku na łonie natury.
 |
| Pierwszy odcinek szlaku |
Pomimo, iż szlak był coraz bardziej wymagający, nadal drwiliśmy z tego, że został zaliczony przez kogoś do tych "trudnych". Zwalone na trasie drzewo ...
 |
| Przeszkoda terenowa ... |
stanowiło doskonałe urozmaicenie - jak dotąd - mocno przewidywalnej wędrówki.
 |
| pokonana :D |
Podejście pod sporą - w porównaniu z poprzednimi - górkę, nagrodzone zostało wspaniałym widokiem. W tym miejscu przez las przebiega linia energetyczna, która - na tle daleko sięgających stoków góry - przywodzi na myśl kolej linową. Zaczyna się robić naprawdę górsko ;)
 |
| Pod górską kolejką linową ;) |
Nie posiadłem wystarczających umiejętności, aby - przy pomocy aparatu - oddać wysokość fotografowanych wzniesień. Musicie mi jednak wierzyć na słowo - zaczynała się konkretna wędrówka ...
 |
| Coraz wyżej |
Po przejściu niespełna 2 km szlaku, mieliśmy za sobą pierwszy długi prosty odcinek.
 |
| Pierwszy odcinek za nami |
Kolejne metry trasy przebiegały przez teren raczej niewymagający, bez dużych podejść. Pomimo dużych różnic wysokości, pagórki miały na tyle łagodnie przebiegające stoki, że ich pokonanie nie stanowiło większych trudności. Las pachniał wspaniale, słońce mieniło się w gałęziach gęsto pokrytych listowiem. Z mapki wyczytaliśmy, że będziemy mijać jakiś pomnik. Rzeczywiście, monument był... i bardzo zaskoczył nas treścią wyrytą na swoim kamiennym cielsku.
 |
| Głaz upamiętniający zmarłego tragicznie pracownika Służby Leśnej |
Minęliśmy kolejną dłuższą prostą, biegnącą łagodnie w dół wzdłuż leśnych młodników. Wiedzieliśmy, że w drodze powrotnej (wszak szlak jest zbliżony do pętli), trzeba będzie wspiąć się pod górę - skoro teraz z niej schodzimy.
 |
| Wzdłuż leśnych młodników |
W końcu dotarliśmy do ulicy Słupskiej. Musieliśmy przekroczyć jezdnię, aby móc kontynuować marsz.
 |
| Ulica Słupska |
Po drugiej stronie czekał nasz szlak, który łączył się w tym miejscu ze szlakiem niebieskim.
 |
| Oznaczenia szlaków |
Byliśmy mniej więcej w połowie drogi, gdy las sprezentował nam wspaniałe miejsce na odpoczynek. Po kilkunastu minutach ruszyliśmy dalej.
 |
| Odpoczynek |
Na szlaku czekał nas teraz właściwie teren nizinny. Mnóstwo zrębów, młodników... Była nawet wieża obserwacyjna.
 |
| Jeden z najmniej wymagających odcinków trasy |
Zabawa rozpoczęła się tak naprawdę dopiero po rozpoczęciu ostatniego etapu podróży. Mieliśmy za sobą ponad 7 km zróżnicowanej, jednak niewymagającej, trasy.
 |
| Ostatni etap przed nami |
To, co czekało na nas teraz, pozwoliło nam zrozumieć, dlaczego ktoś nazwał tę trasę "tatrzańską" i dlaczego została zakwalifikowana jako "trudna". Z odcinka tego nie posiadamy praktycznie żadnych zdjęć. Nie mieliśmy czasu ani siły, by do nich pozować. Różnice poziomów wynosiły po kilkadziesiąt metrów. Bardzo strome podejścia i takie same zejścia, jedno po drugim. Śmiało mogę powiedzieć, że ten etap wymęczył nas (a przynajmniej mnie) bardziej niż dwa poprzednie wzięte razem ...
 |
| Ostatni etap |
Jako, że szliśmy wzdłuż "pętli", ponownie przekroczyliśmy ulicę Słupską, po czym ścieżka szlaku skierowała nas w stronę Sanktuarium, gdzie szlaki: czerwony, niebieski, żółty i czarny łączą się ze sobą.
 |
| Połączenie |
Upragniona meta! Na terenie Sanktuarium Matki Bożej Trzykroć Przedziwnej ukończyliśmy nasz marsz.
 |
| Sukces! |
Jako, że do tej pory jakoś nie było okazji, postanowiliśmy dzień zakończyć wspinaczką na szczyt wieży widokowej. Tutaj zaskoczyła nas ilość schodów i stopni drabiny, które trzeba było pokonać, aby osiągnąć cel.
 |
| Wspinaczka |
Nasz wysiłek został nagrodzony wspaniałym widokiem. Bardzo wysoki mur biegnący wokół szczytu wieży, niskim osobom uniemożliwia podziwianie widnokręgu. My, na szczęście, nie mieliśmy tego problemu ;)
 |
| Widok z wieży |
Tego dnia przeszliśmy łącznie ponad 13 km. Nie można wprost przyrównać tego dystansu do odległości, które pokonywaliśmy dotychczas idąc plażą. Zupełnie inna specyfika wędrowania. Końcowy etap nauczył nas pokory. Teraz już będziemy pamiętać, że twórcy szlaków raczej znają się na rzeczy i wiedzą jaką kategorią je określić ;) Do pokonania pozostało nam jeszcze kilka szlaków pieszych (konkretnie trzy), których bieg rozpoczyna się w pobliżu Koszalina. Mamy nadzieję, że dojdzie do tego jak najszybciej. Czekamy na wolną chwilę i pogodę, o którą teraz będzie pewnie trudno. Chociaż... Być może doczekamy się polskiej, złotej, jesieni
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz