W dniu 16 marca 2013 roku, a więc niedługo po naszym pierwszym w życiu, wspólnym nadmorskim wypadzie, postanowiliśmy sprawdzić, czy damy radę poradzić sobie z poważniejszym dystansem.
Wystartowaliśmy w Łazach, nieco po godzinie 08.00. Dzień był mroźny, ale bardzo pogodny. W drodze okazało się, że odzialiśmy się trochę zbyt ciepło, ale "lepiej nosić niż się prosić". Miałem ze sobą plecak, więc nadmiar ciuchów można było wrzucić do jego wnętrza, ewentualnie przytroczyć.
| Łazy - początek |
Podróż przebiegała początkowo bez najmniejszych problemów. Piasek był zmrożony, a co za tym idzie, stopy nie grzęzły w sypkim piasku. Wymarzone warunki. Tylko my i szum morskich fal... W zasadzie już na samym początku trasy, plaża ustrojona była lodowymi łachami, które nieco utrudniały marsz, a na pewno zmuszały do wzmożonej ostrożności. Pośliznąłem się ze dwa razy, było trochę śmiechu...
| Trochę śmiechu ... |
W pewnym momencie przestało być śmiesznie. Marta przegrała walkę z grawitacją i postanowiła uklęknąć. Zrobiła to na tyle gwałtownie, że początkowo - pewnie będąc jeszcze w szoku - postanowiła nie wstawać. Pierwszy kilometr, a ona klęczy i nie chce iść dalej ;) W końcu jednak podniosła się i wróciliśmy w trasę. Później okazało się, że kontuzja ta będzie towarzyszyła jej dłużej - pozostały siniaki i ból przez kolejne (jeśli dobrze pamiętam) dwa tygodnie.
| Idziemy |
Zimową porą ciężko jest spotkać kogokolwiek na plaży, szczególnie poza obszarem nadmorskich miejscowości. Nie dotyczy to ludzi morza, którzy pracować muszą o każdej porze roku.
| Ludzie morza |
Po kilku kilometrach samotnej wędrówki, widok kutra (a raczej łodzi) rybackiego, spowodował, że na naszych twarzach pojawiły się uśmiechy.
| Uśmiechy :) |
Łódka rybacka kołysząca się spokojnie na delikatnie pomarszczonej tafli wody, jednoznacznie wskazywała, że zbliżamy się do terenów cywilizowanych. Na pewno było nam bliżej do terenów zurbanizowanych.
| Fragment "przekopu" |
Dotarliśmy w końcu do "przekopu" - kanału łączącego zwykle wody Bałtyku z Jeziorem Bukowo.
| Fragment "przekopu" |
Często można natknąć się na taki widok. Gdy mieszkałem jeszcze w Darłowie i zapuszczałem się plażą trochę dalej, na przykład w kierunku Jeziora Kopań, "przekop" zwykle był zasypany. Nie wiem, czy jest to wynikiem niewłaściwie prowadzonej konserwacji, czy - po prostu - fale morskie tak szybko nanoszą kolejne warstwy piasku, że nie sposób tego uniknąć. Ważne, że tego dnia przeszliśmy na drugą stronę o suchej stopie. Jeżeli tylko woda nie będzie zbyt głęboka, latem, przejście na drugi brzeg jej tonią będzie jednak czystą przyjemnością.
| Przekop |
Do tej pory maszerowaliśmy bez przerwy. Korzystając z okazji, postanowiliśmy zatrzymać się na chwilę i posilić się nieco. W trasie byliśmy od niespełna dwóch godzin...
| Posiłek |
W końcu dotarliśmy do bardziej urozmaiconego terenu. Nasz dotychczasowy trud nagrodził widok nadmorskiej przystani rybackiej. Całkiem malowniczy...
| Malowniczy widok |
Przeczytaliśmy ostrzeżenie, nawet sfotografowaliśmy, wokół chodziło kilka osób i nikt nas nie wygonił. Nie wiem... Może przejście, to nie to samo, co przebywanie? ;)
| Ostrzeżenie |
Pozostało nam tylko cyknąć kilka fotek na pocztówkę z wakacji... ferii... i ruszyliśmy na szlak.
| Pocztówka |
Najbardziej zdradliwym, na całej trasie, punktem orientacyjnym był ten, oto, radar. Z doświadczenia wiedziałem, że jest on niedaleko Darłówka, wydawało się, że jest tuż tuż. Niemniej, czym dłużej szliśmy w jego kierunku, tym dalej do niego mieliśmy. Taki optyczny paradoks. Jak Księżyc, do którego próbujemy dojść nocą...
| Radar |
W międzyczasie doszliśmy do kolejnej przeszkody terenowej. "Leniwka" - kolejny ciek wodny przecinający plażę. Miałem nadzieję, że uda nam się przejść bez żadnego problemu, jednak - o dziwo - rzeczka nie była zasypana. Trzeba było podjąć decyzję - ryzykować kąpiel w lodowatej wodzie przy ujemnej temperaturze otoczenia, czy wejść do lasu i poszukać kładki, która gdzieś tam - podobno - jest. Kierując się zdrowym rozsądkiem zarządziłem, że obejdziemy rzeczkę, jednak Marta się nie zgodziła. Postanowiła, że - jako hardcore'owcy - przeskoczymy strumień. Miałem mieszane uczucia. Nie wiedziałem czy szczycić się zdrowym rozsądkiem (którego i tak nie zdołałem przeforsować), czy wstydzić się, że nie skoczyłem jako pierwszy. Przyjmijmy, że ubezpieczałem "tyły". Udało nam się przedostać na drugi brzeg bez strat i obrażeń ;)
| Leniwka |
Znowu radar... wcale bliżej niż poprzednio...
| Radar |
Skorzystałem tutaj z możliwości obiektywu aparatu, jednak gołym okiem też był widać już wejście do portu w Darłówku. Wstąpiły w nas nowe siły. Czuliśmy już zmęczenie. Szczerze, przewidywaliśmy, że uda nam się pokonać założoną trasę trochę szybciej. Ważne, że byliśmy co raz bliżej... Jest około południa, czyli w trasie jesteśmy od niespełna 4 godzin.
| Wejście do darłowskiego portu |
Jesteśmy jakieś 300 metrów od kanału portowego w Darłówku, który dla nas stanowił wyznaczony punkt mety. Ostatnie kilkaset kroków mogliśmy zrobić już w spokoju. Byliśmy świadomi swojego sukcesu i niezwykle dumni z siebie. Bez żadnego przygotowania, z improwizowanym ekwipunkiem przeszliśmy ponad 18 km. Zdobyliśmy mnóstwo doświadczenia, trochę się rozruszaliśmy, zdobyliśmy nawet trofea w postaci jakichś drobnych otarć na stopach no i ... wielkich siniakach na martusiowych kolanach.
| Ostatnie metry |
Oto nasz upragniony widok. Latarnia morska w Darłówku. Sukces !!!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz